Uszanowanko państwu bardzo wielkie.

Wciąż dostaję zapytania o depresję – co z nią zrobić, jak ją ugryźć tak, żeby gryźć przestała.

Jak ogarnąć tą wszędobylską pustkę, jak wstać rano, chociaż wstawać się nie chce. Jak żyć, chociaż życie wcale nie wydaje się kolorowe i piękne.

Historia skrócona

W skrócie powiem wam, że z czym jak czym, ale z depresją znam się dość dobrze, kiedyś nawet byłyśmy najlepszymi psiapsiółami. “Moja” depresja przez długie lata, przynosiła ze sobą poczucie bezsensu, myśli samobójcze, niechęć do robienia czegokolwiek oprócz wpatrywania się na deszcz za oknem, czy leżenia i pisania w pamiętniku, jak bardzo nienawidzę siebie i świata.

Wiem, jak jest wtedy ciężko i jak długo potrafi się to ciągnąć – przez 6 lat swojego życia borykałam się z jej ciągłymi powrotami. Czułam się jak podczas przejażdżki kolejką górską – było czasami dobrze, kiedy wydarzyło się coś miłego – ale z reguły to było fatalnie, bo wewnątrz siebie nie potrafiłam znaleźć ani krztyny chęci do życia, zainteresowania światem. A miałam tylko 11 lat, kiedy do mnie przyszła po raz pierwszy.

Przesiedziałam setki godzin u psychologów, spędziłam miesiące w zakładach psychiatrycznych, które nie dość, że w żaden sposób nie pomogły mi w tym, co przeżywałam, to jeszcze sprawiły, że powstało w mojej głowie przekonanie – że już zawsze tak będzie. Że już zawsze świat będzie szary, i że nigdy nie wrócę do tego stanu jasności i pewności, który znałam z dzieciństwa. Że już na zawsze zostanę osobą “chorą psychicznie, “wariatką z wariatkowa”, dziewczyną, którą niemalże nazywa się zgodnie z numerkiem choroby z ICD-10. I że już nigdy nie uwolnię się od tych etykietek.

I tak funkcjonowałam, a raczej wcale nie funkcjonowałam, aż do momentu, kiedy moi rodzice zdecydowali się rozejść, i zostałam sama w domu. Wszechświat obdarował mnie tym, że mogłam wreszcie z łatwością stworzyć sobie przestrzeń, do wyciszenia i do zmiany. Do powrotu do siebie.

Do zrozumienia, że te wszystkie myśli i przekonania – nie są wcale moje.

Do zrozumienia, że etykiety mnie nie definiują i że tylko ja mogę decydować kim jestem, i kim chcę się stać.

Do zrozumienia, że depresja nie jest mną, a ja nie jestem depresją. Że jest to stan, i że mogę z niego wyjść.

Że “moja” depresja, była spowodowana tym, że oddałam siebie, zatraciłam się i przestałam się widzieć – bo patrzyłam cały czas na zewnątrz.

Że mogę sobie pomóc jedynie sama, chcąc zmiany i zmieniając rzeczy w moim życiu, które do tej pory powodowały, że czułam się gorzej. Po prostu stworzyć warunki, które ułatwią mi powrót do równowagi.

Nie mogłam wcześniej nic zrobić. Nie mogłam wcześniej nic zmienić. Chociaż wydawało mi się że chciałam.

U każdego przychodzi ten odpowiedni czas na zmianę. Czasami jest to czas ustalany przez niego samego, a czasami narzucony przez Wszechświat, który wpędza już w takie galimatiasy, że opcje są właściwie dwie: albo się obudzić, albo odejść z tego świata.

Moja dusza wybrała to pierwsze, i jestem za to, niezmiennie każdego dnia – wdzięczna.

Był to dosłownie jeden moment, w którym powiedziałam: koniec tego. Wracam do siebie.

I dzięki temu, teraz mogę Ci przekazać tą wiedzę, którą wypracowałam na sobie, poprzez lata eksperymentów, wiecznych prób i długiego błądzenia.

Jestem przekonana, że ta historia, tak jak wiele innych historii, które wyszły na światło dzienne z zakamarków szaf i pokoi – ma potencjał zmiany wielu żyć. Albo raczej zostania katalizatorem, do tejże zmiany. Możliwością, żeby dusze częściej wybierały tą pierwszą opcję.

I tym wpisem, chcę Ci pokazać, że powrót do siebie, do szczęścia i pełni życia – jest o wiele prostszy niż Ci się zdaje. Wystarczy, że stworzysz warunki, które ułatwią Ci powrót do Twojej naturalnej równowagi.

A więc – jak stworzyć warunki do ZMIANY?

1.Przestrzeń

Stwórz przestrzeń wolną od obciążających energii. Odetnij się na chwilę, wyjedź gdzieś, gdzie ta przestrzeń będzie sprzyjała regeneracji, odpoczynkowi, uspokojeniu myśli. Najlepiej gdzieś w pobliże natury, bo to właśnie powrót do niej sprzyja powrotowi do siebie najbardziej. Harmonia lasu, pól, drzew, zwierząt – znacząco wpływa na harmonię w środku człowieka.

Kiedy człowiek wraca do natury, znowu zaczyna łapać jej rytm, łapać tą utraconą równowagę. Powraca do stanu bycia – nawet poprzez samą obserwację – uczy się nieśpieszności, spokoju, całkowitej wystarczalności w tym, jaki jest. Jest to przestrzeń czysta energetycznie, wolna od myśli, dostrajająca na wszelkich poziomach.

Nawet wpuszczenie zwierzaka do swojego życia, może być bardzo pomocne, przy wracaniu do Siebie, zwierzęta bowiem, będąc w nieustannym stanie bycia, emanują miłością, która leczy. Spotkałam się z wieloma przypadkami, gdzie obecność zwierząt dosłownie uleczyła cierpiące dusze.

 Może to wydarzenie, to właśnie ta przestrzeń? 

2. Światło

To jest właśnie element, który odmienił moje życie najbardziej. Można by powiedzieć, że gdyby nie zmiana odżywiania, nadal siedziałabym w ciemnej dziurze.

A chodzi przede wszystkim o to, żeby wprowadzić do swojego ciała jak najwięcej światła. Bez światła wszystko ginie. W tym chęć do życia.

A widzisz – większość ludzi żyje praktycznie bez światła – otoczeni ścianami, przez większość dnia siedzą w blokach, odcięci od naturalnego słońca. I dodatkowo jedzą pokarm, w którym to światło już dawno zostało zniszczone.

Więc po pierwsze – wystaw się na słońce, spędzaj na nim jak najwięcej czasu, niech przez skórę organizm wchłonie go jak najwięcej.

A po drugie – zacznij jeść i pić światło. Nie żartuję.

Żywność o najwyższej zawartości biofotonów, czyli niewielkich cząsteczek światła to surowe rośliny. Owoce, liście, warzywa. W całości i w postaci soków.

Każda żywa komórka emituje biofotony, lecz kiedy jedzenie zostaje poddane obróbce termicznej – bezpowrotnie te biofotony traci. dodatkowo białka się degenerują i pożywienie staje się nierozpoznawalne dla organizmu i ciężkostrawne, poprzez brak enzymów.

W większości przypadków, szczególnie, kiedy są to białka pochodzenia zwierzęcego – karmią one tą “złą” florę bakteryjną, która robi nam jeszcze dodatkowe zamieszanie w głowie. Na pewno w niczym nie pomaga.

Blokuje tylko wytwarzanie serotoniny – hormonu szczęścia, który w 80% jest produkowany w jelitach. I może być produkowany TYLKO w czystych jelitach.

Ciało to Twoja widzialna dusza, a praca na poziomie ciała jest pracą najłatwiejszą i wpływającą na wszystkie aspekty istnienia.

(Także mój drogi, jak najwięcej surowego jedzonka, najlepiej już od razu zacząć od surowych śniadań, przyłączając się do wydarzenia Owocne Poranki na Facebooku.)

TUTAJ znajdziesz 10 powodów, dlaczego zmiana odżywiania zmieni całe twoje życie. I powiem Ci, że jest to lista niekompletna, bo każdego dnia tych powodów przybywa coraz więcej.

Tutaj znajdziesz wskazówki, jak możesz ruszyć na pomoc swojemu ciału, wprowadzić jak najwięcej światła i wyczyścić jelita.

3. Odpowiedzialność

Jako dusza, schodząca na tan ziemski plan – wybrałeś sobie dokładnie to doświadczenie, w którym się znalazłeś. I w każdej sekundzie, z każdym wyborem – tworzysz swoją rzeczywistość – która jest tak Magiczna, lub tak Tragiczna, jak tylko chcesz.

Możesz skupić się na tym co masz, i kreować w ten sposób wdzięczność. Możesz się też skupić na braku, i kreować w ten sposób cierpienie.

Ale jak to zrobić, kiedy jest tak ciężko? Jak to zrobić w momencie, kiedy nie dajesz rady wstać z łóżka i wszystko cię przytłacza? 

Złap się jakiejś myśli. Złap się myśli o tym, co kochasz. Złap się myśli o tym, co kochałeś jak byłeś dzieckiem. Złap się myśli, która Ci daje siłę.

Dla mnie, od zawsze były to konie. I w tych najgorszych czasach, tych najcięższych chwilach, myśl o tym, że jest coś, co kocham i co jeszcze sprawia mi minimalną radość i daje ukojenie, coś, co pozwala właśnie nie myśleć – dodawała mi otuchy i pozwalała iść dalej, wykonywać te kroki w stronę życia szczęśliwego, prostego, obfitego, pełnego miłości.

4. Oczyszczanie

Nie tylko fizyczne oczyszczanie wspomoże tutaj Twój proces. Warto także, żebyś skupił swoją uwagę na oczyszczaniu duchowym, na oczyszczaniu od przywiązań, odcinaniu energetycznych więzów. Zamykaniu furtek, przez które do Twojego życia spływał żal i ciemność.

TUTAJ pisałam, jak możesz to zrobić, poprzez genialną i prostą technikę “Kąpieli w miłości”. Jakby Ci się nie chciało klikać, najważniejszy fragment to ten tutaj:

 

 

Technika ta, sprzyja dogłębnemu pokochaniu własnej esencji, przebaczeniu, odpuszczeniu żalów i kontaktowi z wewnętrznym dzieckiem.

Używamy jej także na organizowanych przeze mnie medytacjach, o których będę na bieżąco informować na grupie Arbuzen Squad na Facebooku.

A na koniec, albo początek…?

Przypomnienie

Te myśli to nie jesteś Ty.

To co się wydarzyło, to też nie jesteś Ty.

Te rzeczy, które zasłyszałeś o sobie z zewnątrz, to też nie jesteś Ty.

Przestań się z tym identyfikować.

Okaże się zaraz, naprawdę, że do tej pory w ogóle siebie nie znałeś.

I, że powrót do Siebie, będzie niesamowitą przygodą, w odkrywanie – kawałek po kawałku – pięknej układanki, jaką sam jesteś.

Jaki jest Twój pierwszy krok do powrotu do Siebie? 

(Visited 1 420 times, 1 visits today)