Kaska jest fajna. Kto nie lubi kaski?
Pytanko tylko – czemu ją lubisz i czemu ją w ogóle chcesz mieć? Po co Ci ona tak właściwie? Czy dlatego, że się wciągasz w jej robienie, zarabianie, żeby zdobyć te wszystkie rzeczy, które są do odhaczenia na liście wartościowego człowieka? Dom, auto, jacht, czy co tam jeszcze? Bo sądzisz, że musisz je mieć, żeby być spełniony? I w rezultacie oszczędzasz, oszczędzasz, odkładasz na czarną godzinę (brrr), zatrzymując tym samym krążenie energii w przyrodzie?

MasterClass z Natalią i Szałowe Sznurówki

Co by się mogło stać, jakbyś puścił już te nieszczęsne pieniądze? Jakbyś już po prostu wydał ostatnie złotówki na twój wymarzony MasterClass, czy nawet na najpiękniejsze sznurówki do butów za bambiliardy. Zobacz jaki byłbyś szczęśliwy, czułbyś się zajebiście, nauczył byś się aktorstwa od Natalie Portman, czy czegokolwiek, albo paradowałbyś po ulicy w świecących laczkach pełen radości z powodu tak pięknej rzeczy, której możesz sobie doświadczyć. Jeżeli masz wyrzuty, kiedy kupujesz sobie coś bardzo materialnego i robisz to z “egoistycznych” pobudek – popatrz na to też tak – wszystko, co masz dookoła siebie, obrazuje Twoje wnętrze. A fajnie jest sobie zobrazować wewnętrzną obfitość, right? A poza tym, jeżeli coś przyczynia się do rozbudzenia jeszcze bardziej Twojej wewnętrznej radości i wdzięczności za to piękne doświadczenie – nie dość, że wracasz do swojego radosnego, pięknego dziecka, to jeszcze wypuszczasz w eter tyle cudów – cukierkowych i różowych promieni radości!

Pieniądz to energia służąca do zabawy. Jeżeli byś popatrzył na nią właśnie tak, jak na środek do realizacji swoich twórczych projekcików na tym placu zabaw, cały stresik z nim związany by odpadł, a ty nareszcie zaczął byś się cieszyć w pełni. A zamiast się stresikować, budowałbyś za te hajsy zjeżdżalnie i huśtawki dla ludzi, i stawiałbyś zielone budki, które zamiast cukru ze śmietaną, serwowałyby zielone jedzenie, tak jak nazwa wskazuje. Bo to nie hajs tak naprawdę jara, tylko to, co z jego pomocą można tutaj wytworzyć.

Czujesz, że kaska się gryzie z duchowością?

No bo, w spirytualnym świecie, panuje taki obraz mnicha-ascety, poszczącego i wyrzekającego się świata. I wszystkim się wydaje, że świadome oświecenie jest jednoznaczne z życiem w ubóstwie. Jasne, jest to jakaś droga. Ale nie musi być to Twoja droga. Ty sobie wybierasz, w którą stronę idziesz.

Duchowość gryzie się z kaską tylko wtedy, jeżeli patrzysz na plan, separując fizyczne od duchowego, materialne od niematerialnego. A to jest wszystko jedno. Jedna energia przenika wszystkie poziomy, i tak wszystko się sprowadza do tego, że jesteś Świadomością, wszystko jest. Nawet ta iluzja, i te pieniążki w niej zawarte.

W tym momencie, w twojej głowie, wszystkie poziomy zaczynają się łączyć, stwarzając nowy obraz. Łatwy, prosty i przyjemny. Przenikający, wszystkie możliwe mury, bariery, granice, które stworzyłeś w swojej głowie, prawdopodobnie dlatego, że za bardzo wkręciłeś się w coś, co ktoś mówił. Ach, Ci wszyscy spyritualni internetowi guru.

Osho robił to po swojemu.

Osho, ten śmieszny ziomuś z brodą, który gdzieś jest tutaj obok mnie, albo nawet we mnie, jak to piszę, wiedział o co cho w tym wszystkim.

Dlatego żył w olbrzymiej obfitości, miał bodajże 90 pięknych aut, brylantowe zegarki i w sumie piękne miasto-państwo z pawiami, fontannami i innymi bajerami. I wszystko to dostał. Nic sobie sam nie kupił, wszystkimi tymi dobrami, obdarowali go ludzie, którzy cenili sobie jego nauki. (Wiem, że tam w końcu rozpętał się niezły chaos, ale sam Osho – albo przyjmował wszystko, co działo się dookoła niego, albo świadomie sobie zagrał w tą grę – nie reagował, żeby jak najbardziej rozgłosić swoją osobę, by świadomka rozniosła się po świecie. Co z tego, że w kontrowersyjny sposób?)

A ci wszyscy duchowi ludzie patrzyli się na niego z wyrazem pogardy, że co on sobie wyobraża – tapla się w złocie, i ma się za wielce oświeconego. Co z tego, że nie kupił sobie sam tych rzeczy? Mógł się ich wyprzeć! Gdyby był oświecony, żyłby w ascezie – mieszkał w kartonie i owijał się w starą szmatę!

To wszystko, co Osho sobie stworzył, to piękna manifestacja jego obfitości.
Ta istota po prostu była, rezonując z Egzystencją, był w niej tak zatopiony, że automatycznie miał dostęp do całej obfitości, na każdym poziomie. I ta obfitość przychodziła, po prostu. S A M A. On nic nie robił. Był. I tego bycia nauczał. To śmieszne, że można nauczać bycia. Śmieszne, że można zapomnieć o tak podstawowej sprawie. Ale tak się stało – większość ludzi zasnęła i potrzebne są dusze, które pomagają się śpiącym delikatnie wybudzać z matrixowskiej śpiączki.

Bycie i jego przejawy.

Wtedy, kiedy przestajesz myśleć o hajsie, kiedy przestaniesz się wkręcać w jego robienie, i jesteś po prostu, robisz to co kochasz i dzielisz się tym co kochasz – hajsik jest naturalnym efektem ubocznym tego pięknego procesu. Twoja dusza i serce aż kipi obfitością, więc jak może się ona nie materializować wśród fizyki?
Kiedy Osho był jeszcze profesorem filozofii na jednym z indyjskich uniwersytetów, nigdy nie chodził po swoją wypłatę sam – zawsze wysyłał jednego ze studentów z upoważnieniem, że może ją odebrać w jego imieniu. Mówił przy tym studentowi, że może sobie wziąć część, połowę albo całość – że nie interesuje go to, bo pieniądze należą też do niego.
Wypłata oczywiście trafiała w jego ręce nienaruszona.
A jakże mogło być inaczej, skoro nasz kochany Bhagwan tak bezgranicznie ufał? On miał tak totalnie wyrąbane na hajs! Właśnie dlatego też, hajs go tak kochał.

Przywiązanie i posiadanie, uwalnianie.

Na tym planie jest tak, że jak zaczynasz się do czegoś przywiązywać – tracisz to. Niezależnie, czy to pieniądze, miłość, nowe auto, praca czy pluszowe zwierzątko. Jak często Ci się to zdarzyło? Jestem przekonana, że możesz wymienić parę – lub jeżeli jesteś już zaawansowanym graczem – parędziesiąt przykładzików.

Akurat piszesz ostatnią scenę swojej powieści, nad którą pracowałeś przez długie miesiące. A tu zonk! Wszystko skasowane. Albo ganiasz za ukochanym, a on nie chce na Ciebie spojrzeć. Aż w końcu, daje za wygraną i bierzecie ślub. I wtedy, kiedy zaczyna wszystko iść tak wspaniale – nagły zgon. Finito. Rezultat – cierpienie i krzyki „Boże, czym ja sobie na to zasłużyłem?!”

Można taki proces nazwać oczyszczaniem duszy, ale można też po prostu powiedzieć, że Wszechświat chce Ci dać do zrozumienia, żebyś nie wkręcał się w iluzję. Wszystko się dzieje po to, żebyś się obudził. Zaczynasz się za bardzo wkręcać w bycie człowiekiem – trzeba Ci coś zabrać, żeby pokazać, jak wszystko to jest płynne, zmienne i niestałe.

Wszystko po to, żebyś wrócił do bycia, płynności i zabawy doświadczeniem. My, ludzie tutaj, jesteśmy jak aktorzy na scenie którzy trochę za bardzo zapomnieli kim są, i że istnieje coś więcej poza sceną. Tak bardzo się wkręciliśmy w swoje role, tak bardzo wszystko bierzemy na poważnie. I w końcu, coś musi gruchnąć w scenę, żebyś się ogarnął. Wtedy może przez chwilę będziesz miał przebłysk swojej natury. A może nie, i wkręcisz się w cierpienie, bo szlag trafił scenę. Bjedna scena! Bjedny aktor, nie ma jak grać! Co się teraz stanie?

Wrzuć więc na luz. Jeśli w chwili obecnej nie masz pieniędzy, w ogóle o nich nie myśl – rób swoje, czymkolwiek to swoje jest. Szydełkuj, maluj graffiti, wyplataj warkocze, czy co tam jeszcze można robić, i rób to z miłością. A potem się tym podziel. Zapomnij o pieniądzach. Pokaż światu swoją wewnętrzną obfitość.

Świat pokaże Ci wtedy swoją.

Czirs obfitości,

Królik

(Visited 323 times, 1 visits today)