Czyli życie jedzeniem, a jedzenie życiem – i dlaczego Wilk wcale nie chciał zjeść babci.

List, pachnący i ciepły, prosto ze skrzynki:

Kochana, tak blisko już jestem Siebie, coraz bliżej mojej Bliskości .. A Ciągle jakoś nie mogę zebrać się i powiedzieć dość objadaniu. Ciągłe podjadanie.. Jakby jakaś ciemna siła, która nie pozwala w pełni oczyścić mojego ciała! A może tak sobie to tłumaczę? Ale kiedy łapię za jedzenie… mało mnie jest we mnie. Niby to nie problem, i niby łatwo zmienić taką błachostkę. A jednak Ja – osoba silna, pomagająca innym – jakoś czuję, że potrzebuję w tym wsparcia.
Może nie powinnam nikogo obarczać.. Ale czuję, że aby dawać więcej siebie, na tym poziomie Ja – potrzebuję pomocy… Może jakiś słów? Może jakiejś diety? Może wsparcia… Jak moją głowę zająć i ciało, gdy wyłącza mi się prawie świadomość kiedy wchodzę do kuchni?

Kochana,

Wilk prawdopodobnie wcale nie chciał zjeść babci czerwonego kapturka.

On się chciał zaprzyjaźnić z dziewczynką – potrzebował przyjacielskiej ręki na jego głowie, głaszczącej go i zapewniającej, że wszystko jest ok – bo sam nie potrafił sobie jej dać. Potrzebował ukochania i ukojenia, ale nie wiedział jak to zrobić – jak się ukoić i ukochać – dlatego chodził po lesie i zjadał niewinne babcie. Czuł się po tym lepiej, bo babcia ruszająca się w brzuchu, skutecznie odciągała jego myśli od głębokich uczuć samotności i nieszczęścia, z którymi bał się skonfrontować. Czuł się lepiej przez chwilkę – ale potem znowu musiał szukać jakiejś babci do pożarcia.

Jedzenie jest czynnością, która przywraca uwagę do ciała fizycznego – która utwierdza świadomość w procesach, które się w nim toczą. Szczególnie ciężkie, przetworzone jedzenie, daleko odbiegające od swojego naturalnego stanu – stwarza prawdziwy i potężny mur, pomiędzy Tobą, a Twoimi emocjami. Pomiędzy Tobą, a subtelną umiejętnością CZUCIA. Pomiędzy Tobą, a rzeczami, których nie chcesz widzieć, nie chcesz wiedzieć.

Mury można budować z pomocą różnych materiałów. Czasami jest to alkohol, czasami właśnie jedzenie, czasami narkotyki, czasami seriale czy książki. Właściwie każda rzecz, robiona nałogowo, takim murem może się stać. Umysł bowiem wyjątkowo szybko się uczy, a pojedynczo wykonane czynności stają się nawykami raz-dwa. Utrwalają się w schematy, w myślowe ścieżki, dzięki którym łatwiej jest funkcjonować. Kiedy raz, coś co robisz się sprawdza – naturalnie umysł chce to powtórzyć. Nawet jeżeli jest to całkowicie pozorne i powierzchowne – zagłuszające objaw, a nie dotykające przyczyny.

To tak jakby do cieknącego kranu, raz po raz wtykać kuleczki z waty, zamiast ten kran po prostu zakręcić.

Ale na ten moment jest łatwiej. Łatwiej jest, bo emocje i potencjalne cierpienie, gonitwa myślowa, staje się wygłuszona. Kran przestaje kapać.

Woda się jednak zbiera. I to tylko kwestia czasu, kiedy znowu wytryśnie.

Sprawa podstawowa.

Żeby napady i uzależnienie mogło odejść, konieczne jest zajęcie się sprawą podstawową, czyli emocjami, przekonaniami i wszystkim innym, co znajduje się za murem budowanym z jedzenia…

To pewne części Ciebie, które wciąż i wciąż starają się do Ciebie przemówić. Opowiedzieć Ci swoją historię. Wyrazić swój głos. Być może pokazać Ci inną drogę, inną ścieżkę życiową. Za tym właśnie murem, za tymi emocjami i przekonaniami, kryje się delikatny głosik Twojej duszy – Twojego serca, które bardzo chce się z Tobą porozumieć.

Dlaczego nie chcesz ich wysłuchać?

Zastanów się, czy napady niepohamowanej ochoty na jedzenie, pojawiają się w jakiś określonych sytuacjach? 

Czy są odpowiedzią na jakieś wydarzenie, jakąś myśl? 

Jak delikatnie obejść mechanizmy umysłu?

W jedzeniu, można doszukiwać się ciepła, ukojenia. Można przywoływać wspomnienia z dzieciństwa, które przynoszą wytchnienie. Nic dziwnego, że może ono stać się drogą ucieczki od wszelkich nieprzyjemności. Bo czy na łzy najlepiej nie działała słodka drożdżówka, albo talerz pachnącej ciepłej zupy u babci? Jedzenie to emocje. Najczęściej ciepłe – bezpieczeństwo, miłość, wspólnota, radość. Każdy do tego dąży. Twój umysł także.

Kiedy już wiesz, że umysł działa na zasadzie schematów, wyuczonych impulsów, programów – możesz łatwo je zaobserwować, i zrobić coś, co delikatnie pozwoli Ci poza nie wyjść. 

Powiedz mi, co wkładasz do ust, a powiem Ci kim jesteś.

Po pierwsze – jeżeli w owych chwilach “napadów”, zdarza Ci się zajadać przetworzonym, chemicznym nie-jedzeniem – zamień je na surowe, naturalne pożywienie. Świeże owoce, soki, smoothie, sałatki. Miej ich w domu pod dostatkiem.

Ten prosty krok – ten sprytny myk – profituje na wielu poziomach.

Zaczynając od tego, że akt “spustoszenia w kuchni” jest o wiele łagodniejszy dla Twojego ciała, bo wkładasz w nie prawdziwie żywe produkty – pełne słońca, naturalnej informacji, pozwalające harmonizować wszelkie braki balansu.

Bardzo możliwe, że sam ten krok, delikatny szift, od tego co było – zmieni wszystko. Bowiem surowy, naturalny pokarm jest narzędziem przepotężnym, działającym na wszystkich wymiarach człowieczego jestestwa. Wiele lat temu, mnie samej, arbuzy i szpinak pomogły wyjść z wieloletniej, głębokiej depresji i różnorakich zaburzeń, które odbierały radość życia i przysłaniały moją naturalną wspaniałość. Okazało się, że zmiana odżywiania może być o niebo tańszym i znacznie mniej upierdliwym rozwiązaniem od psychiatry. Poza tym, działa na wszystkich poziomach, zaliczając w to dbanie o błyskotliwość myśli, pogłębianie kontaktu z ciałem i budzenie świadomości tej iskierki, którą można określić jako Twoje prawdziwe ja – niezlęknione, dzikie, wszechmocne, o nieograniczonym potencjale stwórczym.

Posiłki jedz świadomie. Poświęć całą swoją uwagę pokarmowi, który spożywasz. Powoli, dokładnie przeżuwając, koncentrując się na każdym kęsie. W tym procesie, zaobserwuj myśli, które pojawiają się w Twojej głowie, bo to od nich się wszystko zaczyna.

Bo to właśnie myśli są wyzwalaczami tychże mechanizmów.

To one najczęściej gonią, a Ty najczęściej uciekasz w iluzję bezpieczeństwa, czyli w jedzenie. Kiedy myśli, emocje i wyparte zdarzenia zbiorą się za tym metaforycznym umysłowym murem, wydają się bardzo groźne, wielkie i złowieszcze. Ale tylko kiedy zdecydujesz się na konfrontację z nimi – zobaczysz, że są one niczym więcej jak malutkimi, nieukochanymi dzieciaczkami, którym kiedyś zabroniłaś zapłakać, zakrzyczeć czy się zaśmiać.

Masz teraz możliwość dopuścić je wszystkie do głosu.

Możesz zacząć spokojnie. Kiedy coś będzie kierować cię znowu do kuchni, powiedz – “Chcę zadbać o siebie. Chcę uszanować wszystkie moje części. Chcę wyrazić się w prawdzie”. I weź w tył zwrot.

Możesz iść na spacer do lasu. Możesz iść pobiegać. Możesz potańczyć. Możesz pomalować. Możesz popisać. Natura i kreacja, mają to do siebie, że pozwalają na wydobycie tych emocji na wierzch. Jeśli coś poczujesz, jeśli coś do ciebie przyjdzie – wyraź to. Wyraź to w ruchu, wyraź to w tańcu, wyraź to na obrazie, wyraź na kartce, wyraź to w śmiechu, w płaczu, w krzyku, w lejącej się, cieknącej i wijącej człowieczej rozpaczy pośrodku pokoju. Jak najmocniej jak się da, jak najdramatyczniej chcesz. To Twoje emocje, które aż Cię proszą o to, byś je dopuściła do głosu. Wyrażaj je, aż już nic nie zostanie. Aż nastanie pustka.

Aż z tej pustki zacznie się wyłaniać spokój, prawda, odpowiedzi.

Bo to wszystko jest w Tobie. Zaraz za murem. Zaraz za nieukochanymi emocjami, stanami, myślami.

Możesz też któregoś dnia, kiedy uznasz, że jesteś gotowa na spotkanie ze sobą – w drodze do kuchni, zejść ze swojej trasy i powędrować do pokoju.

Zamknij się w nim, usiądź na podłodze i oddychaj. Pozwól wszystkiemu, co chce do Ciebie przyjść, przychodzić. Swobodnie, niech goście się przywitają. Zaproś ich, zaparz herbatkę i posłuchaj, co mają Ci do powiedzenia.

Podczas tych procesów, pamiętaj o ważnej rzeczy – TE EMOCJE, PRZEKONANIA, MYŚLI – TO NIE JESTEŚ TY.

To programy umysłu, software, który wgrałaś kiedyś do swojego komputera – żeby doświadczyć używania tych programów, ale także odinstalowywania ich. To piękny element Twojej drogi, który ma za zadanie pomóc Ci ewoluować, poszerzać się, ogarnąć bezwarunkową, nieograniczoną siłę miłości, która jest w Tobie, jest Tobą, a Także wszystkim co widzisz, czujesz, doświadczasz. Chociaż czasami tak się może nie wydawać.

Podziękuj swojej skłonności do przejadania się. To Twój obecny nauczyciel. Jeśli Tylko przyjmiesz lekcję, którą chce Ci dać – staniesz się wolna. 

Gdyby wilk też to przeczytał, być może nie zjadł by babci i nie został zamieniony w przykominkowy dywanik. Wszyscy żyliby w wielkiej harmonii, babcia z wilkiem, wilk z kapturkiem, leśniczy z babcią. Spokojni, kochający, prawdziwi. Najedzeni miłością.

A jaka jest Twoja wersja tej bajki?

(Visited 473 times, 1 visits today)