Królik spojrzał na horyzont. Na tle zachodu słońca malowała się sylwetka, słaniająca swe oblicze ku ziemi, niczym płacząca wierzba.⁣⁣
⁣⁣
Podszedł. Kobieta w długiej sukni, z czepkiem na głowie wiązanym na kokardę, pochylała się ku zieloności łąki, podnosząc z ziemi żółte kwiaty mlecza. Co rusz wplatała jeden po drugim w wianek, który prawie ukończony trzymała w delikatnej, szczupłej dłoni.⁣⁣
⁣⁣
– Co cię sprowadza na kresy? – zapytała, nie odwracając się do Królika. Miała melodyjny, spokojny głos, przesiąknięty słodyczą malin i miodu. ⁣⁣
– Moje nogi. – odpowiedział Królik. Odwróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się promiennie. Jej twarz była okrągła i rumiana, na policzkach miała delikatne piegi. Zza czepka wystawał samotny kosmyk białych jak pierwiosnki włosów.⁣⁣
⁣⁣
– Sprytnyś – zachichotała. – Lubię pytania. Otwierają nowe. – Rozłożyła ręce jakby trzymała w nich wielkie, stare tomiszcze. Królik przyglądał się jej z zaciekawieniem. Wyglądała jak człowiek, ale nie mogła nim być.⁣⁣
– Chcesz coś otworzyć? Znaleźć klucz? – zapytała. ⁣⁣
Królik nie chciał nic znajdować. Nie potrzebował.⁣⁣
⁣⁣
Pokręcił przecząco głową. Postać zamrugała oczami raz i dwa, po czym uśmiechnęła się jeszcze szerzej. ⁣⁣
– Chcesz pytać. – stwierdziła i mrugnęła do niego okiem o długich rzęsach. – Powiedziałabym: kto pyta, nie błądzi. Ale jak pewnie wiesz, nie zawsze musi to być prawdą.⁣⁣
⁣⁣
Królik pokiwał głową, usiadł na trawie i rzekł:⁣⁣
– Kim jesteś? ⁣⁣
– Trafne. Niby tak krótkie i proste, a wnoszące tak wiele. A jednocześnie nic. – Chwyciła rogi sukni i zawirowała, wzniecając w powietrze stado dmuchawców. Kręcąc się, mówiła, a królik słyszał dźwięk, jak przez wiatrak samolotu:⁣⁣
– Mam tak wiele imion. Tyle, ile jest ludzi na świecie! – Wirowała, wyglądając jak jeden z kolorowych bączków, które Królik zaobserwował u ludzkich dzieci, podczas pierwszej wycieczki do miasteczka. ⁣⁣
– Mając tyle imion, stałam się wszystkim! – wykrzyknęła. ⁣⁣
– Życie, w pełnym wciąż rozkwicie… – powiedział Królik, obserwując wirującą postać. ⁣⁣
– Jesteś bardzo mądrym królikiem. – stwierdziła, zatrzymując się i podbiegając lekko do zwierzątka. Pocałowała go w różowy nos. Zaraz potem, schyliła się prędko i wróciła do zbierania kwiatów. ⁣⁣
⁣⁣
Królik rozejrzał się. Spostrzegł, że druga strona łąki jest zeschnięta i powiędła. Kwiaty bez życia słaniały się ku ziemi, w milczącym błaganiu o ociupinę wilgoci. Zerwał więc duży liść łopianu i pobiegł po trochę wody z pobliskiego strumienia. Kiedy dziewczyna zobaczyła poczynania królika, zaśmiała się:⁣⁣
– Trzeba mi tylko powiedzieć. – zamachnęła się ręką, a nad uschniętym poletkiem zebrało się kilka chmurek, z których zaczął padać deszcz. Rośliny powoli zaczęły odżywać.⁣⁣
⁣⁣
– A co tu się stało? – zapytał Królik. ⁣⁣
– Moja siostra. To jej dzieło. – Odwróciła się do niego, i włożyła upleciony przed sekundą malutki wianuszek na jego głowę. ⁣⁣
– Chcesz ją poznać? ⁣⁣
– Tak. Życiu się nie odmawia. ⁣⁣
Dziewczyna zachichotała, przytykając rękę do ust. ⁣⁣
– Masz całkowitą rację. – powiedziała. Wstała nagle i zaczęła odwiązywać swój czepek, który zakrywał jej głowę. Spod niego, posypały się czarne jak skrzydła wrony włosy. ⁣⁣
Królik obserwował. Postać zawiązała przepaskę tam, gdzie wcześniej była twarz dziewczyny. Przekręciła głowę o 180 stopni, jak sowa, i odgarnęła włosy.⁣⁣
⁣⁣
– Witaj Króliku. – odezwała się nie-życie. Była równie piękna jak jej siostra, ale inaczej piękna. Włosy ciemne, oczy jak studnie głębinowe, szlachetna, biała twarz o wysokich kościach policzkowych. ⁣⁣
Jej głos był mocniejszy, głębszy, ale równie melodyjny co białowłosej. ⁣⁣
Kucneła i sięgnęła po wianek upleciony przez życie. Podniosła go na wysokość oczu, zaczęła mu się przyglądać – a ten zaraz oklapł i poczerniał. Włożyła go sobie na głowę. Zlewał się on z czernią włosów, widać było tylko malutki kawałek na tle kremowego czepka.⁣⁣
⁣⁣
– Twój też ozdobić? – wskazała na króliczy podarunek od Życia.⁣⁣
– Nie, dziękuję – odparł Królik. – Jesteście bliźniaczkami z Życiem? ⁣⁣
– Jesteśmy czymś więcej. Widzisz to jedno ciało? – Położyła białe palce na swoim splocie słonecznym – Nie możemy bez siebie istnieć. Potrzebujemy się wzajemnie. To miłość silniejsza niż… – przerwała i zachichotała, a jej włosy falowały przy spazmach śmiechu. ⁣⁣
– … Śmierć? – dokończył Królik.⁣⁣
– Bardzo mi miło. – Wyciągnęła dłoń i poklepała go po futrzastych plecach. Jej dotyk był zimny jak lód, Królikowi aż sierść stanęła dęba.⁣⁣
⁣⁣
– Zawsze byłyśmy razem. Ale ludzie zdecydowali się rozdzielać – a nas tak naprawdę, nie da się rozdzielić. Jesteśmy jak oba skrzydła jednego ptaka. Z jednym skrzydłem nie poleci, a kiedy oba są na swoim miejscu, szybuje w przestworzach i zachwyca swym pięknem. ⁣⁣
Śmierć położyła się na łące. Królik legł obok niej. Spojrzał w górę. Zbierały się ciemne chmury. Przysłoniły słońce, rozłożyły się ciężko po niebie, jedna obok drugiej, jak manaty na skałach. Królik zamyślił się. Leżeli obok siebie, patrząc na czarniejące niebo.⁣⁣
⁣⁣
– Jesteś bardzo miła – zagadnął. Śmierć się zaśmiała. ⁣⁣
– A czemu miało by być inaczej? Ludzie patrzą na mnie tak jak chcą. Widzą mnie, jako coś oddzielnego od Życia. A my jesteśmy… ⁣⁣
– Tym samym. – dokończył Królik. – Ludzie widzą, co chcą widzieć. ⁣⁣
– Otóż to, mądralo. – Pochyliła się nad nim, i na jego czole złożyła zimny pocałunek. Królik zamknął oczy. ⁣⁣
– Nie martw się, to jeszcze nie twój czas.⁣⁣
– Wiem. – powiedział Królik. Śmierć popatrzyła na niego z mieszaniną podziwu i zaskoczenia.⁣⁣
⁣⁣
– Życie chce z tobą jeszcze porozmawiać. – Śmierć obróciła się na brzuch, chwilkę poleżała i zaraz zamiast niej, zjawiła się jej siostra. Szybkim ruchem dłoni rozgoniła chmury. Niebo znów się stało przejrzyste, i Królik dopiero teraz dostrzegł, jak głęboki odcień błękitu je przystraja.⁣⁣
⁣⁣
– Widzisz Króliku – zaczęła, łapiąc za króliczą łapkę. Jej dłoń była niczym skondensowane słońce, ujęte w fizyczną formę. ⁣⁣- Ból u ludzi leży w tym, że porównują, kategoryzują, rozróżniają. Przysłania to piękno doświadczenia. – Wstała i wskazała palcem, by Królik poszedł za nią. ⁣⁣
Weszli do lasu. Życie odgarnęła liście gęstych krzewów i oczom Królika ukazała się polana. Jasna, zielona, z prześwitami słońca padającymi na ziemię niczym złote sukno.⁣⁣
⁣⁣
Na polanie leżała martwa sarna, a nad nią stały dwa kruki, łapczywie odrywając kawałki mięsa. Królik spojrzał na sarnę. Nie dostrzegł na jej twarzy oznak bólu, była zadziwiająco spokojna. ⁣⁣
Życie podeszła do kruków i pogłaskała jednego z nich po czarnej, błyszczącej główce. ⁣⁣
– Smakuje? – zapytała. Kruk przełknął i wyszczerzył dziób w coś na kształt uśmiechu. Pokiwał głową. Drugi kruk co rusz zerkał na Królika, zaskoczony, że ten nie ucieka. Po chwili znów zajął się posiłkiem. ⁣⁣
– Rozumiesz? Gdzie Śmierć, tam Życie. Gdzie Życie, tam Śmierć. Dwie strony jednego medalu. Dwa skrzydła jednego ptaka. – Ukucnęła przy sarnie i zamknęła jej oczy. – To zasada tego świata.⁣⁣
⁣⁣
– Dziękuję, że mogę tego doświadczyć – powiedział Królik. ⁣⁣
– Sobie podziękuj – odparła Życie. – To twoje dzieło. – Wzięła Królika w ręce i wyniosła go z powrotem na łąkę. ⁣⁣
– To spektakl, specjalnie dla Ciebie – szepnęła do jego długiego ucha. Postawiła go na zwalonym pniu, leżącym obok dużej kępy traw.⁣⁣
⁣⁣
Życie odbiegło kawałek, i zaczęło wirować, kręcić się, tańczyć. A w tym tańcu, Królik dostrzegł także oblicze Śmierci. Razem tworzyły one niezliczoną kombinację stanów, struktur i doświadczeń. ⁣⁣
Krople deszczu zaczęły wsiąkać w królicze futro. Słońce rozszczepiało się w wodzie na setki małych słońc, kolorowych punktów, które utworzyły tęczę. ⁣⁣
Życie wirowało razem ze swoją siostrą, a Królik oglądał przedstawienie.⁣⁣
Zauroczony i zachwycony, nie zauważył nawet, kiedy odpłynął w sen.

(Visited 25 times, 1 visits today)