No więc siedzisz nad tą pustą kartką, pustym dokumentem w Wordzie, nieociosanym kawałem kamienia czy czymkolwiek związanym z twoim skrawkiem twórczości. Wyciągasz rękę i ją cofasz. Robisz jeden krok, potem wszystko kasujesz, wymazujesz, zmieniasz. I tak bez końca. Po tej piątej czy szóstej godzinie, jesteś tak bardzo wyczerpany, a nic nie zrobiłeś. Albo masz tak jak ja – zaczynasz pięć tysięcy kolejnych rzeczy na raz, ale żadnej nie kończysz, bo w pewnym momencie zamiast twojego dzieła, przed tobą pojawia się wielki znak stop, i Ty go z niewiadomych powodów słuchasz. Zadaj sobie pytanie: Co w tej chwili dzieje się w Twojej głowie?

Nie słyszę tych wiwatujących chórów, które ekstatycznie wariują, a w powietrzu roznoszą się wrzaski “JEEEJ, CZAS NA TWORZENIE, SZTUKA! PROCES I MAGIA!”.
Widzę raczej zwiniętego człowieczka, który cały czas powtarza “To nie tak miało wyglądać, nie jest idealnie, powinienem robić coś więcej, coś bardziej, coś lepiej”.

A to nie tak ma wyglądać.

Kiedy przyjrzysz się dzieciom, dostrzeżesz, że one nie mają czegoś takiego jak blokada artystyczna. Po prostu siadają i zaczynają tworzyć. Ich umysły są puste, a proces przez to – staje się pełny.

Pytania “jak, dlaczego, po co?” przestają istnieć. W tworzeniu nie ma miejsca na pytania.

Coś takiego jak Art Block nie istnieje.

To nie jest taki stworek, który przychodzi do Ciebie i wysysa z Twojej głowy wszystkie pomysły, zostawiając cię samego – bez chęci do życia. Sfrustrowanego, siedzącego i niemogącego nic zrobić biednego artystę. To nie jest po prostu taki czas, on sam nie przychodzi. To nie prawda, że jest czas na tworzenie, i czas na bycie w fazie stagnacji.

Jak zwykle wszystko sprowadza się do tego, że sami sobie utrudniamy życie.

Kiedy zasiadam do pisania opowiadań, wszystko mi pięknie leci, aż do czasu kiedy się wtrącę. Zamiast pozwolić bohaterom być po prostu sobą i robić wyłącznie to na co mają ochotę, to ja próbuję wtrącić swoje pięć groszy, na przykład starając się usilnie przekonać Augustyna, żeby nie wylewał wody, w której siedzi wodnik tylko dlatego że powiedział, że nie ma szans na zostanie Aniołem Roku. A on najwidoczniej bardzo pragnie to zrobić, i gdybym mu nie przerywała, potem cała akcja by się gładko potoczyła. A tak, nikt nie jest szczęśliwy – ja nie mogę dalej pisać, bo zastanawiam się co powinien on teraz zrobić, a on – bo odebrałam mu wolną wolę, a proces twórczy, tak jak wszystko w życiu, nabiera swojego prawdziwego kształtu, kiedy jest całkowicie puszczony, całkowicie wolny. Jakbym dała mu po prostu zrobić, co ma do zrobienia, zaufała i w pełni oddała się procesowi, nie doszło by do tego.

Myśli blokują. Myśli są gdzieś tam daleko, cały czas analizują, jak bardzo doskonałe musi być Twoje dzieło, żeby móc je wypuścić w świat, oddać w ręce krytyków i jakoś to zrobić, żeby do zbyt wielkiej krytyki nie doszło. Zaczyna się lawina pytań: Jak najlepiej to ująć, jak postawić tą kreskę, jak dobrze użyć tego narzędzia, jak się to pisze – żeby wszystko wyszło tak, jak sobie zaplanowałem.

Co możesz więc zrobić, żeby znowu cieszyć się procesem twórczym?

Zaufaj procesowi.

Planowanie to wybieganie w nieistniejącą przyszłość, totalny zaburzacz procesu twórczego. Stefan Król mówił o procesie pisania powieści (chociaż można to odnieść do każdego procesu), jako o delikatnej pracy przy wykopywaniu skamielin. Do tak wdzięcznego zajęcia, potrzebne są najdelikatniejsze możliwe narzędzia, które pozwolą nam wydobyć tą skamielinę na światło dzienne, bez poważnego uszkadzania jej. Plan natomiast jest jak młot pneumatyczny. Po pierwsze – rozwala całą naszą delikatną skamielinę, nie pozwalając jej być taką jaką chce być, a po drugie – jest głośny, ciężki, i non-stop wali po uszach. Proces musi pozostać wolny od jakiegokolwiek planu, wtedy może rozwinąć swój pełny potencjał, podążyć tam, gdzie chce – bo właśnie z tej wolności powstaje prawdziwa, nieograniczona sztuka.

Twórz tylko dla siebie.

Jednym z największych twórczych blokerów jest wizja tego, że to co robisz, kiedyś ujrzy światło dzienne. Wyjdzie poza granice Twojego bezpiecznego pokoju, biurka, sztalugi czy jakiegokolwiek miejsca, w którym/na którym tworzysz. Dlatego twórz dla siebie. (Zawsze i tak to robisz, jeżeli widzisz, że wszystko jest jedno) Twórz do szuflady. Pozostań w procesie sam, i zostaw go dla siebie. Jak twoje dzieło będzie gotowe, dopiero wtedy zadecydujesz, co z nim zrobić. Zwalnia Cię to z jakiegokolwiek napięcia, robisz wszystko po swojemu, na największym czilku. Tworzysz, dla samego tworzenia, a właśnie o to w tym wszystkim chodzi tak naprawdę.

Pamiętaj o swojej unikalności.

Twórz w poczuciu, że to co robisz, jest jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe i ma potencjał odmienienia świata.
Bo tak rzeczywiście jest. Nawet jeśli zaczniesz się porównywać, ze wszelkimi wielkimi twórcami  i pisać peany, czego to oni nie robią i jakich wielkich umiejętności oni nie mają, pamiętaj o jednym – nie mają oni twojego spojrzenia na świat, które jest zarezerwowane tylko i wyłącznie dla ciebie. Dlatego właśnie Twój głos jest potrzebny! Twój głos się liczy! Z jednego prostego powodu – nikt nie ma takiego głosu jak Ty.

Odrzuć cenzurę.

Kiedy zaświeci się przed twoimi oczami lampka, która oznacza, że “to nie powinno wyglądać w taki sposób”, zbij ją. Nie cenzuruj niczego, co w tobie jest. Pozwól temu po prostu wyjść, przecież kiedy wsiąkasz w to wychodzenie – jest to tak orgazmicznie przyjemnie! Odrzucasz bowiem granice, wychodzisz poza bariery, poza “muszę, powinienem, trzeba”. Stajesz się płynny – dlatego nie stwarzaj tamy swoimi myślami, ziom.

Zrób coś zupełnie innego.

Kiedy przychodzi taki moment, że masz ochotę rzucić laptopem o ścianę, czy rzucić w swój obraz mało świeżym warzywem, czy po prostu zniszczyć owoc żywota Twojego (tu wstaw swoje imię), zostaw to. Idź i zrób coś innego, zupełnie niezwiązanego z tematem. Może to być zupełnie inny rodzaj uprawiania sztuki, albo spacer, przescrollowanie przez facebooka, zjedzenie czegoś – czy cokolwiek lubisz jeszcze robić, co oderwie cię na jakiś czas od twojej twórczości. Kiedy rzeczony Stefan Król pisał długą i skomplikowaną powieść (której, nie chwaląc się, nie czytałam) – “Bastion” – w pewnym momencie “dotarł do miejsca, w którym zgubił drogę”. Nie mógł dalej pisać, żaden pomysł na rozwiązanie sytuacji, która powstała w jego głowie nie przychodził. Początkowo, miał ochotę porzucić maszynopis, ale jednak uznał, że trzysta napisanych stron, to dosyć duża inwestycja energii twórczej. Poza tym, po prostu lubił tą historię, i myślę tak naprawdę, że ilość energii zupełnie w tym przypadku nie miała znaczenia.

Zaczął więc chodzić na długie spacery. Początkowo starał się rozkminiać, roztrząsać różne możliwe rozwiązania, ale to wciąż i wciąż nic nie dawało. Męczyło go to, więc na kolejnych spacerach zajmował się więc wyłącznie obserwacją wiewiórek i porzucił tematy okołoksiążkowe. Aż w końcu, no kto by pomyślał – “…aż wreszcie któregoś dnia, kiedy akurat o niczym nie myślałem – nadeszła odpowiedź. W jednym, oślepiającym przebłysku pojawiła się cała i kompletna – zapakowana w papier i związana wstążeczką.”

To naprawdę działa. Kiedy umysł zaczyna wchodzić w paradę, kategorycznie trzeba zamknąć przed nim drzwi, obkleić je taśmą policyjną i zabarykadować od środka. Teraz tworzysz. Swoją piękną, radosną, entuzjastyczną sztukę i umysł nie ma nic do tego. Możesz przy wejściu postawić trójgłowego psa. Tak na wszelki wypadek, jakby Twój umysł okazał się wybitnie inteligentnym egzemplarzem, przyczepiającym się do wszystkiego.

Wszystkiego twórczego, bez wtrąceń ego.

Królik

(Visited 182 times, 1 visits today)