Był sobie pewien list:

Jak sobie radzić z uczuciem samotności i brakiem bliskiej relacji z innymi ludźmi ?

Jeśli chodzi o samotność to chciałbym to trochę bardziej rozwinąć, chodzi mi o samotność na dwóch płaszczyznach : taką cielesną, przez co rozumiem jakieś przytulenie, dotknięcie się za rękę, czy to stosunek seksualny. Tak ją czuję 50/50 przeciągu ostatnich, kilku lat. Ale najgorszą samotność jaką odczuwam – to taka duchowa , mentalna, że nie czuję się przez nikogo zrozumiany…

W tym momencie, samotność ta, stara się z Tobą porozmawiać.

Ma Ci coś ważnego do powiedzenia, inaczej by nie przyszła. To Twoja obecna nauczycielka, która nie opuści Cię, dopóki nie odrobisz zadanej przez nią pracy domowej.

Możesz przykrywać zeszyt z zadaniami, niezliczoną ilością gazet, czasopism, rachunków i kartek świątecznych przed kilku lat, ale to nie sprawi, że praca domowa magicznie zniknie. Im dłużej zwlekasz, im dłużej udajesz, że nic się nie dzieje – nauczycielka coraz bardziej daje odczuć swoją obecność, wciąż przypominając o tym, co czeka pod stertą makulatury.

Cierpienie i samotność, to przypomnienie. Przypomnienie, że o kimś zapomniałeś.

Cała sytuacja, w której obecnie się znajdujesz, ma za zadanie naprowadzić Cię na odpowiedź – ultymatywną odpowiedź, na każde Twoje pytanie.

UWAGA, spoiler alert: Tą odpowiedzią jesteś Ty sam. 

  • Zastanów się przez chwilę – co dały by Ci te relacje?
  • Dlaczego tak pilnie pragniesz w jakąś relację wejść?
  • Czego Ci brakuje W TYM MOMENCIE?

Te relacje, których teraz szukasz, pragniesz, przyciągasz – to relacje typu “zapchajdziura”. Relacje, których zadaniem jest to, żeby nakleić plaster na ranę, żeby dać Ci coś, czego sam sobie nie dajesz. Takie relacje, działają tylko pozornie – jak ta przysłowiowa tabletka. Kiedy tabletkę odstawisz, znów będzie boleć. Wszystko, co na zewnątrz – jest nietrwałe, tymczasowe, ulotne. Wraz z każdym końcem, każdym “do widzenia”, każdym “zostańmy przyjaciółmi”, każdym tymczasowym brakiem przytuleń – będzie powracało cierpienie. Plaster się odklei, odsłaniając wielką, sączącą się ranę, przenikającą swymi korzeniami do podstaw samej duszy.

Będzie się tak działo ciągle – sytuacja będzie się powtarzać w kółko i w kółko, aż nie weźmiesz do siebie tej lekcji – nie odgrzebiesz tak skrzętnie zakopywanej pracy domowej, i nie usiądziesz nad nią, ze skupieniem i szacunkiem. Dopóki nie przelejesz wszystkich swoich emocji które odczuwasz, na papier, dopóki nie ujawnisz tego, co gdzieś w Tobie głęboko siedzi, i nie pozwala na pokochanie siebie do granic możliwości. Pokochania siebie tak mocno, że relacje przestaną być potrzebą, a staną się rezultatem Twojej własnej, wewnętrznej miłości – miłości pozbawionej warunków, nieprzemijającej i nieskończonej, która jest i jaśnieje bez względu na to, co w Twoim życiu się wydarza.

Do przebudzenia tej właśnie miłości, chce Cię doprowadzić samotność, która jest w tym momencie największym błogosławieństwem jakiego możesz doświadczyć – chociaż, być może, tak się nie wydaje. Zdecydowanie łatwiej byłoby mieć teraz przy sobie osobę, która pogłaszcze i przytuli, i powie “kocham”… Prawda?

Prawda. I możesz taką osobę mieć przy sobie w każdym momencie swojej egzystencji.

Osobę najważniejszą dla Ciebie – osobę, która nigdy Cię nie opuści.

Tak, mówię o Tobie samym.

Jak zakochać się w sobie, jak zacząć praktykę ukochiwania?

Na początku, obejmij swoją uwagą wszystkie te emocje, uczucia i stany, które walczą o Twoje skupienie. Otwórz zeszyt z pracą domową na stronie z zadaniami, i zagłęb się w to, co jest do zrobienia. Jednym z zadań, jest właśnie uwolnienie napięć, które blokują Twój naturalny przepływ miłości. Pamiętaj, że ten cały smutek, żal i złość, które do Ciebie przychodzą, to tylko nieukochane cząstki, które dopominają się o trochę ciepła, przyjęcia, akceptacji.

Cząstki, które chcą uwolnienia, wyjścia na światło dzienne – bo mają dość bycia zamykane w szafie.

Szafa w  pewnym momencie staje się tak tłoczna, że drzwi mogą wylecieć z hukiem, w formie niepohamowanej energii destrukcji. Takie szafy, poukrywane w ludzkich wnętrzach są najczęstszą przyczyną wszelkiej krzywdy, która się zadziewa na świecie – najwięcej krzywdy zadają bowiem ci, którzy są najbardziej skrzywdzeni. Przez samych siebie.

“Co to znaczy, obejmij uwagą emocje?” – zapytasz.

To znaczy – przeżyj je świadomie. Przeżyj te wszystkie stany, pozwól im być – do momentu, kiedy ostatnia łza zostanie wypłakana i ostatni krzyk – wykrzyczany. A przede wszystkim – pozwól sobie na to. Pozwól sobie na zaakceptowanie obecnego stanu.

Tak jest. Kropka.

I jest to błogosławieństwo, które stworzyła Twoja dusza, żebyś mógł tutaj uleczyć cząstki siebie, wymagające uleczenia. 

Możesz wyrażać emocje w tańcu, w malarstwie, pisząc, rysując, biegając, oglądając filmy, słuchając muzyki – jest wiele narzędzi, które pomagają w uwolnieniu swoich przeżyć, rozpuszczeniu blokad i dopuszczeniu do siebie miłości absolutnej.

Praktyka samoukochiwania, bazuje także na trosce o fizyczny wehikuł, o kochane ciało.

To najprostsza droga do kompleksowego polepszenia swojej relacji z samym sobą. Poprzez dawanie sobie prawdziwego, odżywczego pokarmu, powietrza, światła i ruchu – pokazujesz swojej duszy, że świadomie JESTEŚ. Świadomie przeżywasz. Świadomie nawiązujesz relację z samym sobą, a przez to – z całym światem. Bo mimo, że nie jesteś tym ciałem, jednocześnie nim jesteś.

Kolejny paradoks, zaskoczenie – co nie?

Ciało to przedłużenie Twojej duszy – jej widoczna, zmysłowo namacalna część. I zanim odbicie z zewnątrz “zrobi ci dobrze”, najpierw musisz “zrobić dobrze samemu sobie”. Metaforycznie oczywiście.

Bo relacje z innymi – ich jakość, gatunek i cechy – wynikają tylko i wyłącznie z Twojej własnej relacji, z samym sobą.

Dopóki nie obdarzysz miłością przede wszystkim swojej własnej, boskiej esencji – relacje manifestowane na zewnątrz zawsze będą nacechowane potrzebą, zaleczeniem braku, przywiązaniem i zależnością. Będziesz zależny od tego co zewnętrze, a to przywiązanie do iluzji zewnętrznej stałości, kontroli i bezpieczeństwa – przysparza tylko cierpień.

W swoim własnym, cudownym środku ZAWSZE znajdziesz stałość, spokój, nieskończoną miłość i błogość, szczęście, ukochanie, przytulenie, pocałunek świadomości, jeśli tylko się na nie otworzysz. 

Kiedy już odrobisz pracę domową, samotność odejdzie. I nie tylko w Twoim własnym, perfekcyjnym środku – ale też rzeczywistość zamanifestuje Twój nowy stan umysłu. To co wewnątrz – to na zewnątrz.

W każdym momencie tworzysz swój własny świat.

Skupiając się na tym, że jesteś sam – tworzysz więcej chwil w odosobnieniu.

Wyznaczając swój kierunek w stronę miłości – tworzysz jej coraz więcej i więcej… Pozwól więc miłości obmyć swoje serce. Tylko miłość ma możliwość dogłębnej transformacji wszystkiego. A Ty, razem ze swoją cudowną, wspaniałą istotą – jesteś Źródłem tej miłości.

Pozwól ją sobie poczuć.

Kocham,

Arbuzix

(Visited 317 times, 1 visits today)