To jest właśnie ten tekst o surowej diecie, którego tak bardzo mi brakowało, kiedy zaczynałam. Bo kiedy zaczynałam, bardzo się wkręcałam. Nie wiedziałam, jak podejść do tematu, więc po prostu kopiowałam zachowanie innych. I nawet, jak do końca mi to nie pasowało, robiłam to nadal, bo uznawałam, że ktoś tam z internetów jest bardziej doświadczony i na pewno wie o czym mówi. Bałam się sama próbować, chociaż mój organizm przez cały czas doskonale wiedział, co by było dla niego najkorzystniejsze. Brzmi znajomo?

Czytaj dalej, jeżeli siedzisz głęboko w witariańskim światku, w ideologii, w “muszę” i w faworyzowaniu jednej opcji. Czytaj dalej, jeśli potrzebujesz przyzwolenia od samego siebie, na doświadczanie, niezależnie od konsekwencji.

To jest ten tekst o życiu, którego tak bardzo mi brakowało.

Ponad 4 lata eksperymentów z surową dietą.

Tony zjedzonych melonów.

Tysiące godzin spędzonych przy grzejniku.

Mogę śmiało o sobie powiedzieć, że mam doświadczenie w tym obszarze. Dużo przeżyłam, naprawdę dużo. A jeszcze więcej przede mną, ale na moment obecny, mogę się dzielić tym, czego doświadczyłam, bo przez całe moje życie budowałam to doświadczenie. Doświadczenie, które może być punktem startowym Twojego własnego doświadczenia.

W tym witariańskim/surowo dietowym światku, krąży wiele, bardzo wiele opowieści – co działa a co nie działa, co jeść a czego nie jeść i tak dalej. Nie wiadomo, skąd te opowieści się wzięły, czy są prawdziwe, znaczy oparte na czyimś doświadczeniu, czy ktoś sobie kiedyś tak powiedział, i teraz się po prostu roznoszą jak echo. Ja tutaj przyszłam również po to, by dołożyć swoją cegiełkę do tej chmury opowieści. Tyle, że tej cegiełki jestem 100% pewna, bo trzymam ją w ręce, obracam, przemalowuję, glazuruję, wykrawam na niej małe jednorożce i serduszka (i robię wszystko inne, co można zrobić z cegłą.) To moja pewna cegła, która była bazą do stworzenia mojego własnego miejsca na rozwój.

Od razu mówię – ty nie bądź pewny. To nie jest Twoja wiedza. Wiedza wynika z doświadczenia. Jeżeli tego nie spróbujesz, nie zobaczysz, nie poczujesz – to skąd masz mieć pewność, że tak jest? Osho kiedyś powiedział: “Nie wierzę w wierzenie.” Tak się składa, że ja też nie.

Przedstawiam tutaj tylko fragment mojej wiedzy, która ma za zadanie skłonić Cię do poszukiwań, błądzenia, doświadczania, ingerencji w Twoją własną rzeczywistość. Chcę cię skłonić do kwestionowania wszystkiego i obalania raz na zawsze “napewności” w której klatce tak łatwo jest żyć. Ale mimo, że klatka jest pozornie bezpieczna, to pozostaje klatką.

Wkręcanie się w cudze ideologie, nie przynosi nic dobrego. Jasne, na początku w sumie nie ma innego wyjścia niż podpatrywanie i powtarzanie. Poprzez naśladownictwo, człowiek się uczy i wyznacza swoje własne dróżki. Inspiracja to piękna rzecz, dzięki której można stworzyć swój własny, perfekcyjny żywot – poprzez poszerzone perspektywy, dojść do tego, jak ten nasz prywatny raj ma wyglądać. Jednak gdy umysł, za bardzo się wkręci w robienie danej rzeczy “tak, nie inaczej” i “mimo wszystko”, uznając zdanie jakiegoś internetowego guru (czy dziewczynki z arbuzami) za prawdę objawioną – zaczyna być groźnie. Człowiek zaczyna się wtedy obijać o ściany klatki, bo ktoś mu kiedyś powiedział, że tak trzeba i tak jest najlepiej, a poza tym to soki trzeba pić. Zamiast wyfrunąć i podoświadczać, pobawić się i poeksperymentować – uwolnić się z oparów zwodniczej wiary, i dotrzeć do wiedzy – to dalej się obija, bo boi się wyznaczyć jakiś nowy kierunek, którego wcześniej nie było.

Ja Ci mogę tylko powiedzieć, jak to wygląda u mnie. Mogę Ci powiedzieć, czego doświadczam. Ale dla Ciebie może to być równoznaczne z fikcją literacką, bo nie wiesz czy ta dziewczynka, która uchodzi za autorkę tych słów w ogóle istnieje. I bardzo dobrze. Nie chcę Ci sprzedać mojej prawdy. Chcę, żebyś doszedł do swojej własnej.

Możesz to zrobić, idąc w moje ślady (jeśli jednak założysz, że istnieję). Możesz to też zrobić zupełnie inaczej, nie czytając już więcej moich wypocin o tym, dlaczego łączenie orzechów z bananami nie podziałało na mnie dobrze.

To dla mnie fakt, że jedzenie znacząco ułatwiło mi wyjście z przewlekłej depresji, różnorakich zaburzeń i totalnego stanu marazmu i poczucia wewnętrznej zgnilizny. To dla mnie fakt, że z dziewczyny niepewnej każdego kroku, dziewczyny za którą podążało wielkie widmo strachu, dziewczyny spędzającej dni na użalaniu się nad sobą – zostałam bohaterką, świadomą swojej własnej nieograniczoności. To dla mnie fakt, że droga do poszerzenia świadomości, poprzez oczyszczenie fizycznego ciała to droga na skróty. To dla mnie fakt, że swoje życie można totalnie zmienić w ciągu jednej chwili. Ja to zrobiłam, to dla mnie najprawdziwsza prawda. I dlatego o tym piszę, mówię, rozmawiam. Bo jest to moja najprawdziwsza prawda, oparta na życiowym doświadczeniu, a nie suchych naukowych faktach i chcę się nią dzielić, bo dla kogoś również (po spróbowaniu) może okazać się prawdziwa, może okazać się prawdziwym game changer, tak jak w moim przypadku.

Ale jednocześnie, to tylko moja prawda, w której można się doszukiwać przejawów szuryzmu.

Każdy żyje we własnej bańce, i każdy może mówić tylko za siebie, przynajmniej w trzeciej gęstości. I to jest bardzo spoko, bo to powoduje, że człowiek potrzebuje doświadczać – żeby się dowiedzieć, a nie tylko wierzyć. Bo niezależnie jak bogatą wiedzę by miał człowiek, jeżeli jest to wiedza z zewnątrz, nie poparta własnym poznaniem – to tak jakby nic nie wiedział.

I do tego Cię chcę właśnie zachęcić moją historią, moimi opowieściami ze światów materialnych i astralnych.

Wiesz, jak ja, w tym momencie rozpoczęłabym swoją przygodę z surowym odżywianiem? Przeczytałabym o tym raz, żeby taka idea w ogóle wpadła do mojej głowy, wyłączyła się całkowicie od informacji odnośnie surowej diety i zaczęła ją po prostu praktykować, sprawdzając na sobie, co jest dla mnie ok, a co nie jest.

Ale jeżeli potrzebujesz wskazówek, jak możesz zacząć, to jestem tutaj. Ten zakątek internetu jest wolny od bullshitu, i nie opowiadam tutaj rzeczy, które są niezgodne z moją wewnętrzną prawdą. Nie znajdziesz tutaj informacji, które nie wynikają z doświadczenia. To właśnie dlatego, nie przytaczam żadnych badań naukowych których nie wypróbowałam na sobie, nie rozprawiam o witaminach, makro i mikro i nie hipotetyzuję (zanaddto). Jeżeli to nie są moje badania, a witamin i białek nigdy na oczy nie widziałam – to cóż ja mogę o nich tak naprawdę powiedzieć? (Jeśli takowe informacje, kiedykolwiek zechcę przytoczyć, własnoręcznie opatrzę je informacją: uwaga, nie testowane na sobie.)

Będę za to pisać rozległe rozprawy o tym, co się u mnie sprawdziło a co nie, bezwzględnie krytykując rozwiązania, których doświadczyłam za namową internetowych guru, w których kiedyś wierzyłam. Będę pisać o magii jakiej doświadczyłam – magii która wyniknęła z tego, że zaczęłam sama odkrywać, sama eksplorować i przede wszystkim SŁUCHAĆ SIĘ SIEBIE. Magii, którą jest możliwość zmiany, jak coś mi nie pasuje, i podrasowywania każdego elementu, aż do momentu totalnej, ultrakosmicznej satysfakcji.

Wyjawię Ci na koniec największy sekret: cała wiedza jest w Tobie. I jest łatwo ją sobie przypomnieć. A jedzenie, traktowanie z respektem swojego ciała i szanowanie jego potrzeb – to droga na skróty. Piękna, łatwa i przyjemna droga, która prowadzi do pięknego, łatwego i przyjemnego życia.

Ale ja sobie mogę tutaj pitu-pitu – PRZEKONAJ SIĘ SAM.

Wiecznie szczery,

Królik

(Visited 394 times, 1 visits today)