Ciało. Czym dla Ciebie jest?

Wehikułem, który pozwala Ci na doświadczanie cudów tej rzeczywistości?

Dziełem sztuki, które tworzysz każdego dnia?

Obiektem pożądania?

A może… więzieniem, które nie pozwala Ci rozwinąć skrzydeł?

Albo nawet się nad tym nie zastanawiałeś, bo stało się ono dla Ciebie czymś tak oczywistym jak to, że każdego dnia jest dzień?

Ile razy dziennie przyglądasz się swojemu odbiciu i myślisz o tym, że chciałbyś coś zmienić? Coś naprostować, skorygować, wymodelować? Jak często zdarzają się takie momenty, że jesteś przekonany o perfekcji swojego ciała, jego wystarczalności i piękności samej w sobie – momenty, kiedy nie chcesz nic a nic zmienić celowo? Jaki jest stosunek tych dwóch średnich do siebie?

Społeczeństwo wpływa na obraz nas samych?

Bombardowanie ocenami, opiniami i obserwacjami na temat ciała następuje dosłownie zewsząd – z mediów, spod bloków, z ust najbliższych, z plakatów, z witryn takich jak ta, kiedy nazywam niektóre ciała zdeformowanymi czy z nadwagą.

Jasne, tak jest, wszędzie ktoś będzie wygłaszał opinie i oceny. To jest rzeczywistość, która bez tej dualności nie istnieje – zawsze będą nas oceniać, a my jesteśmy tutaj właśnie po to, żeby doświadczyć tych ocen. Zawsze łatwiej jest zwalić swoje problemy na świat zewnętrzny, zamiast poszukać odpowiedzi w sobie.  Pytanie jest więc takie: dlaczego Cię to dotyka?

Świat zewnętrzny nie istnieje bez Ciebie. Znasz taką opowieść o naukowcach, którzy odkryli, że sosna w Tajdze kiedy upada, nie wydaje żadnego dźwięku, gdy nie ma przy niej obserwatora? To obserwator decyduje o tym, co wydarza się w jego rzeczywistości. Wszystko jest względne, bo przepuszczane przez wewnętrzne filtry – to co sądzisz o otaczającej Cię rzeczywistości jest Twoją prawdą. Ale nie jest prawdą obiektywną.

Prawdą obiektywną jest to, że wszystko po prostu JEST. Ani dobre, ani złe. Ani wpływające na nas, ani nie wpływające. Ani piękne, ani brzydkie. To my o tym decydujemy, kiedy posługujemy się naszym ziemskim umysłem, który nie wiadomo czemu czuje ciągłą potrzebę analizowania wszystkiego dookoła i doszukiwania się w tym wszystkim odniesień do własnego JA, czyli ego.

Ale jak to się ma do kochania swojego ciała?

Niezależnie od tego, jak Twoje życie mogło wpłynąć na odbiór Twojego ciała przez ciebie, niezależnie od tego, jak wiele razy ktoś mówił Ci o tym, że nie może patrzeć na Twoje wystające zęby, czy wrośnięte paznokcie – w każdej chwili masz możliwość, żeby zmienić Twoje nastawienie, stosunek do widzialnej części Twojej duszy.

Twoje ciało jest. Możesz mówić o nim co chcesz, ale ono po prostu jest. Jeśli powiesz, że jest piękne, to takie będzie. Jeśli powiesz, że jest szkaradne do granic możliwości, to takie właśnie będzie.

Te wszystkie odnośniki w stosunku do swojego ciała, dostrzegasz tylko dlatego, że sam masz z nim problem. Nikt inny nie ma problemu z Twoim ciałem, tyko Ty sam. Walka ze społeczeństwem, które rzekomo prowadzi jawną dyskryminację osób, które wyglądają “inaczej”, odstają od jakiegoś “ideału” wykreowanego w mediach – to walka z wiatrakami. A wiatrakiem w tym przypadku jesteś Ty. Jeśli prowadzisz jakąkolwiek walkę, jest to tylko walka z samym sobą.

Obejmij. Się. Całego.

Jeżeli nastąpi u Ciebie bezwarunkowa akceptacja swojego ciała, objęcie go takiego, jakie jest – nic, ani nikt nie będzie miał żadnego wpływu na to, jak je postrzegasz. Podejrzewam, że wtedy nawet nikt nie będzie miał nic do powiedzenia. Nikt nie zauważy Twoich odstających uszu, krzywych kolan, czy dużego nosa, jeśli Ty sam przestaniesz je zauważać i skupiać na nich swoją uwagę, usilnie starając się je zakryć.

Psycholog Carl Rogers powiedział kiedyś: “Ciekawym paradoksem jest to, że kiedy zaakceptuję siebie takim jakim jestem, zmieniam się.”

Tak właśnie jest – ze świadomości i z głębokiego przekonania, wynika manifestacja w świecie materialnym. I to bardzo szybka manifestacja. Okazuje się nawet, że pod wpływem objęcia siebie takiego jakim się jest, zmienia się nie tylko obraz w głowie, ale też ciało po prostu zaczyna stawać się świetliste, piękne, zdrowe – bo nie stosujesz już w stosunku do niego sabotujących myśli o wiecznej i głębokiej niedoskonałości.

Pamiętaj – na czym skupiasz uwagę, to właśnie tworzysz.

Jeśli skupiasz się na przykład na swojej nadmiernej tuszy – może Ci być ciężko schudnąć, niezależnie od tego, jak fenomenalnie i wspaniale byś nie jadł. A jeżeli przyjmiesz siebie całego takim, jaki jesteś i pojmiesz, że Twoje ciało jest wynikiem wyborów jakie podejmujesz, zmieni się wszystko.

Znasz to, że kiedy przestajesz szukać – nagle znajdujesz? Tutaj jest tak samo. Przestajesz się skupiać na “braku”, a zaraz przychodzi wszystko, czego się nawet nie spodziewałeś, dodając zdrowia, promienności i szczęścia w każdym momencie Twojego bycia.

(nie)Doskonałość w każdym calu.

Porównywanie się do kogoś innego, to kolejna iluzja, którą tak pięknie serwuje Twój umysł. I zobacz – mimo, że dowcipniś jest taki niby logiczny, to tego za bardzo nie ogarnia – że porównanie się jest technicznie niewykonalne. Nie ma po prostu kryteriów, które by można było porównać. Każdy z nas, jest tak indywidualną cząstką (i całością) i wcielił się w tak bardzo wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju awatar – każdy z nas jest po prostu paradoksem złożonym z doskonałości i imperfekcji w jednym. Niezależnie, jak bardzo by się chciało określić, które piersi są ładniejsze, czy który zarost bardziej męski – nie da się tego dokonać ze względu na inność, różność i wyjątkowość w każdym calu, wszystkich piersi i wszystkich zarostów. A wszystkie wybory miss świata i tym podobne festyny są po prostu śmieszne.

Osho wspomniał kiedyś o mistrzu zen, który głosił swoim uczniom, że wszystko jest doskonałe. Na jednym ze spotkań, pewien bardzo stary i garbaty mężczyzna zapytał:

“A ja? Jestem garbaty. Co powiesz o mnie?”

A mistrz zen odpowiedział:

“Nigdy nie widziałem tak doskonałego, garbatego człowieka.”

 

I tym pięknym, doskonałym akcentem kończę dzisiejszy dzień.

Ściskam państwa doskonałych!

Królik

(Visited 201 times, 1 visits today)