Masz w życiu tak, że czasami przychodzą czasy trudne, mało-produktywne? Kiedy czujesz, że zamiast posuwać się do przodu, z każdym krokiem grzęźniesz w jakimś bagnie, do którego wpadłeś nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak?
Jeśli tak jest, pozwól, że podzielę się z Tobą moją perspektywą, i od razu przejdę do sedna sprawy: czasy trudne nie istnieją, z każdą chwilą wybierasz komsumpcję zamiast dawania, a bagno sobie sam, szpadel po szpadelku wykopałeś, i z radością zalałeś wodą żeby powstało ładne i głębokie błotko, z którego ciężko wyjść.

Może sobie teraz pomyślisz: “Tak nie może być, życie mnie dotknęło albo to jakieś fatum, zły los, cokolwiek, nie mam na to wpływu!”

Już wyjaśniam, jak to działa. Gdzieś na swojej drodze napotkałeś po prostu jakąś rzecz, stan, cokolwiek – którą zinterpretowałeś jako problem, utrudnienie, niekorzystność. A potem zacząłeś się wkręcać – wmawiać sobie jak potwornie ciężko jest, jak bardzo nie dajesz sobie rady i w ogóle najlepiej rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, albo orginalniej – zadekować się w jaskini, porzucić wszystkie dobra doczesne, wyrzec się swoich pasji, marzeń i wszystkiego co kochasz.

A teraz pozwól, że Ci coś powiem. Nie ogarniam takiego gadania, takiego poniżania siebie samego i wybierania przeciętności, chociaż samej zdarza mi się tak robić. Przy wielkości tego, kim jesteś, takie gadanie jest poniżej krytyki, jak to mój tata mówił.
“Ale ja nie wiem, kim jestem!” – jakiś umęczony głosik w twojej głowie zapiszczy przeraźliwie. A ja mu z przyjemnością odpowiem: “Nie tyle nie wiesz, co zapomniałeś!”. Większość z nas zapomniała.

Zapomnieliśmy o tym, że jesteśmy Bogami, którzy zeszli na ziemię. Wybraliśmy zapomnienie, żeby móc się bawić w te wszystkie gry: w problemy, myślenie, w obniżanie własnej wartości, w “niedamrady”.

To ciekawe, ale mi też się to kiedyś podobało. Naprawdę, kochałam się nad sobą użalać i robić z siebie cierpiętnicę, stawiając siebie jako pępek Wszechświata, wykazując się standardową postawą typu: “jakitenświatjestokropnyajatakabiedna”.
Ale ta gra mi się już znudziła. Bo ile można powtarzać ten sam schemat? W pewnym momencie gra się staje zbyt przewidywalna, i czas zagrać w nową.
Wiesz, że to wszystko zależy od Ciebie? Możesz myśleć, że jest inaczej, ale to jest tylko oddawanie odpowiedzialności, równoznaczne z przyznaniem się że Twoja obecność tutaj nie ma żadnego znaczenia.

Świat jest jaki jest, ani dobry, ani zły – wszystko jest kwestią Twojej interpretacji, nastawienia, chęci do działania i dawania światu tego, czego najwięcej masz w środku.


Jesteś Bogiem, który zstąpił na ziemię, żeby podoświadczać. Jeżeli tego chcesz, możesz do tej Boskości wrócić, codziennie dawać z siebie wszystko co najlepsze, pławić się w obfitości, żyć bez ograniczeń. Ale jeśli chcesz, możesz też nadal wstawać codziennie rano, spoglądać przez okno i widzieć szarość a na każdym kroku przypominać sobie, jak bardzo jest ciężko i jak bardzo jesteś pokrzywdzony przez los. Co kto lubi.

(Visited 74 times, 1 visits today)